zimowa lista zakupów


Zaczął się grudzień, a grudzień to przyzwolenie na dziecięcy zachwyt światełkami i reniferkami, szampański humor i najdłuższe zakupy w roku. Dziś opowiadam o tym, co obowiązkowo kupuję pod koniec roku i dlaczego tak to uwielbiam. Dzyń dzyń dzyń.

Ze Świętami i Sylwestrem kojarzą się przede wszystkim słynne lidlowskie walki o karpia, opłatek, prezenty i fajerwerki. Z tej oczywistej listy kupuję zaledwie jedną pozycję, a mimo to kupka usypana z zakupów (uzupełniona gadżetami zachomikowanymi z lat poprzednich) zazwyczaj wygląda jak przeciętnej wielkości hałda. Taaak, gdyby hołdy mioły ślypia, patrzyłyby na mnie z mieszaniną drwiny i niedowierzania. Ale ja naprawdę bardzo lubię ten czas.

Zamiast czekać cały miesiąc na odpalenie petardy i podziwianie jej jakieś 30 sekund (po pierwsze jestem w tej kwestii rzecznikiem wszystkich przerażonych piesków, po drugie - po co, jak można obejrzeć cudze poczynania? :D), ja wolę zapełnić sobie cały miesiąc (względnie cztery) małymi przyjemnościami: grzańcami, świeczkami, lampkami, stopniowo kolekcjonowanymi prezentami dla bliskich i siebie samej. Wszystkie te mniej i bardziej ważne drobiazgi, które i tak prędzej czy później kupię, podzieliłam na kilka grup według ich przeznaczenia - może komuś coś się z tego przyda. Ja natomiast liczę na Wasze typy, bo w tym roku potrzebuję przytulnego klimatu jeszcze mocniej niż zwykle. Grzańce w dłoń i do dzieła!

Coś na gardło: z takiego zestawu można przygotować nie tylko rozgrzewającą i zdrową herbatkę zimową, ale też jedyny słuszny grzaniec. Tajemnica tkwi jedynie w proporcjach, bo składniki wieją oczywistością. Dla herbatki zimowej będą to: trzy łyżeczki soku malinowego, plasterek pomarańczy, dwa plasterki imbiru, kilka goździków, opcjonalnie miód i laska cynamonu - wszystko wrzucone do zaparzonej już herbaty i dokładnie wymieszane. W przypadku grzańca procedura będzie trochę inna: wino lekko podgrzewamy, jak nabierze temperatury pozostawiamy je na ogniu i dodajemy: plasterek pomarańczy, łyżeczkę przyprawy do piernika (z gotowymi przyprawami do grzańca należy zachować powściągliwość) na całą butelkę wina, kilka goździków, opcjonalnie laska cynamonu. Mieszamy bez przerwy, tuż przed wrzeniem zdejmujemy z ognia i rozlewamy do kubków. Rozgrzewa i rozwesela, idealny w połączeniu z pierniczkami i śniegiem za oknem. Zima w brzuszku i serduszku, no.

Coś na ząb: tym razem produkty spożywcze, z których można wyczarować milion kombinacji. Moimi faworytami są tu zdecydowanie: czekolada piernikowa ze śliwką (takie cuda produkuje Wawel), mandarynki, ciastka korzenne. Wisienką na torcie zimowego łasuchowania jest ręcznie robiona bałkańska wersja orzechowca (przekładaniec ciasta z mieszanką orzechowo-cynamonową i masłem) z miodowo-cytrynową polewą. Gdyby dorzucić jeszcze parę produktów, które i tak mamy poupychane w domowych szafkach, można by poszerzyć listę o domowe pierniczki (ciasteczka korzenne), za które już najwyższa pora się zabrać. I jak tu nie kochać zimy? Ja już oczami wyobraźni widzę kuchenny warsztat pracy i czuję błogi zapach cynamonu i przypraw korzennych. To zdecydowanie jedna z milszych zimowych kombinacji zapachowych.

Coś dla ciała: bo kto powiedział, że wszystkie zmysły mają być miło połechtane, a ciało ma tylko przebywać w tej fuzji? Jednym z ważniejszych punktów tej grupy jest zimowy krem do rąk - bo kremów i tak jestem zmuszona używać na potęgę, a nic nie pachnie tak, jak zima, to już ustaliliśmy. Naprzeciw moim oczekiwaniom od paru lat wychodzi Ziaja, która wypuszcza zawsze dwie zimowe linie: pomarańczowo-czekoladową (to ja, to ja!) i piernik, imbir, cynamon. W tym roku przyuważyłam też trzecią wspaniałość - karmelizowanego migdała. Ja jednak trzymam się swoich ideałów, które dodatkowo zyskują na tym, że mają dozownik, w sam raz na domowe wykorzystanie. W serii znajdują się też: pianka do mycia rąk i peeling do ciała, te pozycje jednak są dalej w mojej sferze planów. Wierzę natomiast, że pachną równie obłędnie.
Kolejną zimową przyjemnością dla ciała jest oczywiście termofor. Duży, mały, kolorowy czy zwykły - to jest bez znaczenia; ważne, żeby grzał. Swój kupiłam w Home&You i jest rozmiarów imponujących (2 litry pojemności), można natomiast dostać nieco mniejsze w Rossmannie, a zupełne miniaturki w Empiku. I, z całą pewnością, w wielu innych miejscach. Fajną alternatywą są też rozgrzewacze - małe płaskie poduszeczki wypełnione substancją rozgrzewającą. Wystarczy tylko przełamać umieszczony wewnątrz nich element i całe wypełniają się rozkosznym ciepłem. Przyjemna opcja dla przebywających na zewnątrz, niemniej jednak nie należy spodziewać się po niej działania mini-kotłownika.
Ostatnim punktem z tej listy jest odzież - nie dlatego, że tak lubię w oczywistości, ale dlatego, że zimowe ubrania mają jeszcze więcej uroku niż te regularne. Sama mam kilka puchatych sweterków, w tym jeden z zimowym krajobrazem, frotowe instagramowalne skarpetki i mnóstwo innych rzeczy pomagających przetrwać mrozy. Od kilku lat nieśmiało spoglądać w stronę legginsów z zimowymi motywami, może w końcu się odważę, choć raczej w wydaniu domowo-spacerowym.

Coś dla oka: czyli wszystko to, co sobie niepozornie stoi i wygląda, a mimochodem poprawia humor. Niezmiennie i niezależnie od pory roku, na pierwszym miejscu takiej listy zawsze będą świeczki. Z tym, że już od pory roku bardzo zależy, jakie te świeczki będą. I chociaż sklepy już od października zasypują nas pięknymi opakowaniami, do których można dojść na węch z drugiego końca sklepu, zawsze zachowuję powściągliwość. Jakieś 10% takich świątecznych wytworów to piękne zapachy dyskretnie podkreślające atmosferę - pozostała większość to ładnie opakowane śmierdzidełka. Osobiście rzadko daję się wciągnąć w gotowce i kupuję regularne zapachy. Na szczycie zimowej listy będzie zdecydowanie zapach świerkowy/sosnowy/lasu iglastego, niestety w skutek jakiegoś zbiorowego przeciwdziałania mojemu świeczkowemu szczęściu, nie mogę ich nigdzie stacjonarnie dostać (ktoś coś?) i zamawiam je z wyprzedzeniem na Allegro. Oprócz tego wspaniale sprawdzają się świeczki o zapachu ciasteczek lub piernika z Lidla (w wersji XXL - świeczysko o tym samym zapachu w Ikei) czy wszelakie odmiany wanilii. Co jak co, ale o świeczkach mam coś do powiedzenia - na przykład to, że pięknie wyglądają w ceramicznym białym świeczniku-chałupce albo milionie innych przepięknych zimowych akcesoriów.
W te właśnie akcesoria należałoby od razu wpisać też ozdoby i światełka - choć są to elementy już raczej świąteczne, ja niewzruszenie korzystam z nich przez całą zimę. Choinka wjeżdża tylko na określony okres (a choinkę to mam najpiękniejszą na świecie i wolałam w Lublinie nie mieć w ogóle drzewka niż kupić nową :D), ale światełka i reniferki i inne wspaniałości zwykle towarzyszą mi około trzech miesięcy. Wśród tych ozdób wyjątkową słabość mam do pomarańczy - bo wyglądają, pachną i można je wykorzystać na kilka sposobów. Ja standardowego "jeżyka" z goździkami zamieniam na suszone pomarańcze.
A pod choinką? Pod choinką prezenty - nie tylko, żeby prawić radość bliskim, ale też, żeby dodać wystrojowi charakteru. Osobiście wybieram papiery pakowne zamiast torebek - choć bardziej trzeba się namęczyć przy pakowaniu, wyglądają przepięknie, zwłaszcza w towarzystwie wstążek i gwiazdek. Niech żyją gwiazdki i wszystko, co złoto-czerwono-białe. Prawdziwe święto dla oczu.

Coś dla duszy: to taka lista najmniej zakupowa, ale jakby się lepiej zastanowić, i ona z zakupami jest związana. Trzy obowiązkowe dla mnie pozycje, nie tylko zimą zresztą, to: dobra książka (może, ale nie musi, być świąteczna), ulubiony serial (Jak poznałem waszą matkę to historia na każdy humor i pogodę! <3) i nastrojowe piosenki, które ładnie wpasowują się w klimat.
Zagłębiając się bardziej w klimat zimy i nadchodzących Świąt, jestem miłośniczką spacerów wszelakich - i absolutnie nie jestem w stanie zdecydować, czy ładniejsze jest dla mnie zimowe miasto, czy zimowy park/las. Zwłaszcza, jeśli sypnie śniegiem. W przypadku miasta cieszą nie tylko kolorowe ozdoby, ale też jarmark świąteczny, gdzie jest mnóstwo pięknych rzeczy, owoce w czekoladzie i różne smaki grzańca, którego można sobie wypić podziwiając stragany. Jeżeli jest coś milszego od tych wszystkich zimowych wspaniałości to tylko "złapanie" tego klimatu i możliwość cieszenia się go z bliskimi. W tym roku Święta będą wyjątkowo ważne i już zaczynam się na nie cieszyć.

W bardzo telegraficznych skrócie właśnie zobaczyliście, jak wygląda mój zimowy świat. Większość z wymienionych rzeczy to pozycje raczej oczywiste - lubię prostotę i ich obecność, a w całościowym połączeniu dają mi "mój" klimat, który tak bardzo lubię. W następnym zimolubnym odcinku - zimowe Katowice.

Dzyń, dzyń, dzyń!

przeczytaj także

0 komentarze