Twoje miejsce Cię definiuje


Na osobowość człowieka składają się setki czynników. Te najbardziej oczywiste - charakter, pasje, sposób bycia, zewnętrzne wyrażanie siebie - to tak naprawdę dopiero początek. Wśród mniej oczywistych znajdzie się między innymi przestrzeń, w której funkcjonujemy - zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i uczuciowej. Zaskakujące, ile znaczy wobec ludzkiej złożoności.

Przez Moje Miejsce wcale nie rozumiem przestrzeni, którą zamieszkuję i oglądam w swojej codzienności. Moje Miejsce to obszar, z którym jestem związana też emocjonalnie - i nieważne, czy będzie to mała rodzinna wioska, którą kocha się miłością ściśle monogamiczną, czy piękne miejsca rozsiane po całym świecie, które darzy się sentymentem i wraca do nich - fizycznie i myślami - w każdej wolnej chwili. Moje Miejsce to takie miejsce, które jest nasycone moimi wspomnieniami i emocjami, a jego widok daje poczucie bezpieczeństwa i szerokich możliwości. Moje Miejsce to część mnie.

W Europie znajduje się mnóstwo miejsc, które mnie urzekły - swoim pięknem, klimatem, uroczymi zakamarkami czy magią, która wynikła z kombinacji atmosfery miejsca i wydarzeń rozgrywających się w moim życiu. Są miejsca, z którymi związane są miłe wspomnienia, są też takie, w które po prostu chciałabym wrócić, bo lubię robić miłe rzeczy, a tam mam ku temu warunki. Niektóre miasta chce się zobaczyć jeszcze raz, żeby pozwiedzać to, na co zabrakło czasu za pierwszym razem - a niektóre odwiedza się, żeby można było znowu chłonąć ich niepowtarzalny klimat. Niezależnie od tego, czy są to miejsca jednorazowego czy wielokrotnego zwiedzania, są miłym śladem w naszej pamięci i ciepłym wspomnieniem pomagającym przetrwać ciężkie dni w rzeczywistości oddalonej  od niego setki kilometrów. To aż tyle i tylko tyle.

Tylko, bo są też na świecie miejsca szczególne, z którymi dzielimy dobrą chemię i znaczą dla nas więcej niż miłe wspomnienia i świetny klimat. Chociaż jestem emocjonalnie związana z Cieszynem i Krakowem czy Šabcem i Belgradem, nie potrafię postawić ich na jednej szali z Podgoricą, z którą pokochałyśmy się od pierwszego wejrzenia. Jest to miasto zachwycające wszystkim i niczym; miejsce, w którym tak naprawdę trudno polecić konkretne miejsca do odwiedzenia i wybrać odpowiednie kadry do sfotografowania, a jednak przepełnia zachwytem i poczuciem, że jest się na swoim miejscu. Podgorica to miejsce, gdzie ulice są szerokie, a zabudowania niskie, gdzie przepływa miękkie powietrze pełne elektryzującej atmosfery. Pełne słońca i nadziei. Mało brakło, żebym tam zamieszkała - ja, płakacz naczelny. A więc tak, to zdecydowanie miejsce, z którym łączy mnie pozytywna chemia.

Ale jednak to nadal jest tylko potencjalny cel, miejsce zastępcze. Bo zawsze, niezmiennie, na szczycie rankingu znajdzie się to miejsce, które uważamy za swój dom. I chociaż z B. balansujemy teraz między nim, Lublinem i Bałkanami, docelowo zawsze będę o nim myślała jako o Moim Miejscu - bo to tam się urodziłam, wychowałam i spędziłam wszystkie te lata, które ukształtowały mnie na osobę, którą jestem. Ba, nawet z B. się tam poznaliśmy. Śląsk.

Kiedy prawie dwa tygodnie temu rozsiadałam się wygodnie w busie do Katowic, pełna byłam mieszanych uczuć. Jasne, bardzo chciałam pojechać do siebie, pobyć w rodzinnym domu, spotkać się ze znajomymi, tak po prostu, zwyczajowo, "coś porobić". Bo w Moim Miejscu zawsze było co robić. Ale z drugiej strony był B., który nie mógł ze mną pojechać i za którym już tęskniłam, choć nadal widziałam go przez okno busa, jak wytrwale czekał na mój odjazd. I dobrze mi ta tęsknota zrobiła, bo zmieniłam tor myślenia - zaczęłam się zastanawiać, co możemy porobić jak już wrócę, jak poczuć w Lublinie coś na kształt bycia "u siebie", co zabrać z Katowic z pozostawionych rzeczy, co mi ułatwi aklimatyzację. Myśli pełne planów i oczekiwań względem własnych uczuć wobec naszego nowego miejsca towarzyszyły mi niemalże przez całą drogę. Piszę "niemalże", bo efekt zepsuły (nie oszukujmy się, jakie "zepsuły", to były miłe uczucia!) ostatnie kilometry, a konkretniej moment wjazdu do Katowic. Szczerzyłam się jak głupia do dobrze znanych mi budynków, które mijaliśmy, odprowadzałam wzrokiem każde kojarzące mi się z czymś miejsce i prawie miałam łzy w oczach. Kiedy dotarłam na swoje osiedle, otwarcie już podskakiwałam i rozglądałam się z zachwytem. Wszystko było takie znajome, niezmienne, bezpieczne. Opadłe, zmoczone przez deszcz liście szurały mi pod nogami i pachniały tak, jak tylko w Katowicach potrafią pachnieć. Światła rzucały znajome cienie na zakamarki, które i tak znałam na wylot. Było ciemno, cicho i perfekcyjnie.

Na spotkanie wyszedł mi tata i ucieszony do granic możliwości pies, a w domu czekała mama. Przedpokój rozświetlało to samo co zawsze miękkie światło i zdałam sobie sprawę, że to mieszkanie nie jest tak po prostu przytulne, jak zwykłam o nim myśleć. To miejsce dawało błogość. Kiedy kładłam się spać, wiedziałam, że mam przed sobą krótki odcinek czasu, z którego wycisnę, co tylko się da - i tak też zrobiłam. Byłam w centrum, na zakupach, odwiedziłam koleżanki i kuzynkę, poszłam z psem na długi, zasłużony spacer - czyli wszystko to, co zwykłam robić i na co często brakowało mi czasu i zapału. Posiedziałam w domu, trochę czasu przeznaczyłam na nicnierobienie, trochę na obowiązki, trochę na chłonięcie. Niezależnie od tego, czy siedziałam w salonie, czy szłam główną ulicą w mieście, rozglądałam się i cieszyłam każdą sekundą i każdym centymetrem powierzchni. I było to jednocześnie wspaniałe i smutne uczucie, które zdecydowanie chcę powtarzać.

Nie wiem, gdzie poniesie nas przyszłość - ciężko cokolwiek prognozować i planować wiedząc, że dopiero zaczynamy w miejscu, w którym obecnie żyjemy. Wiem natomiast, że niezależnie od tego, gdzie będziemy, w sercu zawsze będę miała swoje Katowice. Trzymam kciuki sama za siebie, żeby to było następne miejsce na naszej wspólnej mapie - bo tylko wspólna mapa ma sens, mimo wszystkich miejskich sympatii i sentymentów. A o nich - przy następnej okazji.

Gdzie znajduje się Twoje Miejsce?

przeczytaj także

0 komentarze