dwanaście oczywistości na nadchodzące wakacje


Lato w tym roku zaczynamy pogodą na przytulanie się pod ciepłym kocem, picie herbatki i słuchanie Coldplaya. Ale nawet to w lecie lubię. I parę innych rzeczy.

Latem nie ma szkoły. Ani uczelni
Argument najbardziej oczywisty i... coraz słabiej trzymający się trakcji. Koniec studiów nadchodzi, a z nim praca - a raczej nie zapowiada się, żebym miała uczyć w szkole i mieć letnie wakacje. Wszakże trudno liczyć na to, że Serbia nagle stanie się potęgą i wszyscy będą chcieli uczyć się serbskiego. Chociaż nigdy nie wiadomo, no.

Można poszaleć z ciuchami
To, że można nosić cienkie ciuszki i zapomnieć o pakowaniu połowy szafy do torebki, bo "kto wie jak będzie wieczorem", to jedno. Ale co ważniejsze! Na światło dzienne wychodzą wreszcie ciuszki wymyślne, z delikatnych tkanin, które zimą gniotą się pod milionem warstw. Ciuchy długie, które dotychczas nieatrakcyjnie wystawały spod kurtki. Ciuchy asymetryczne, które pasują tylko do letnich butów na obcasie/koturnie. Koturny! Sandały! Sukienki! Ja to jednak kocham lato.

Jest mnóstwo czasu na podróże
Dla ścisłości - czas jest cały rok, jak się ma odpowiednio dużo samozaparcia i wykładowcy Cię lubią, nawet jak po raz czwarty nie ma Cię na zajęciach. Ale latem czasu jest naprawdę dużo, wykładowcy piją drinki z parasolkami, więc nic im to nie przeszkadza, że już siódmy raz w tym sezonie wyruszasz z domu. A że turyści? Oni też potrafią zrobić atmosferę przecież, trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.

Świeci słońce, jest ciepło, miło i można bezkarnie pić piwo
Na przykład na ogródku. A w tym ogródku kocyk na trawce i na kocyku ja. Wystawiająca nos do słońca. I kumpela, bo co to za opalanie bez ploteczek.

A nawet jak się pogoda zepsuje, jest przyjemnie 
I deszcz jest ciepły. Ale jako że amatorką moknięcia nie jestem, letni deszcz najlepiej sprawdza się za oknem, jak stuka o parapet, a ja mogę sobie pozwolić na czytanie książki i oglądanie seriali i nie mam wyrzutów sumienia, że powinnam robić co innego. Raj na ziemi przecież.

Lato to czas na nadrabianie zaległości
Czytanie książek! Pisanie! Iiii cała masa różnych różności, na które zawsze brakowało czasu.

Poranki bez domowników
Bo oni pracują, a ja mam jeszcze rok błogości, huehuehue. Poza tym rankiem jest najwięcej motywacji do działania. I można poszaleć w kuchni. I rozwalić się przed telewizorem. I robić brzuszki na dywanie i nikt nie widzi.

Upały
...których nie lubię, no kto lubi się kleić i roztapiać i zapadać w rozgrzanym asfalcie. ALE rozwiesić mokre pranie i usiąść koło niego to istny majstersztyk. I bryza jak znad morza. Polecam całym sercem, niezależnie czy Sahara się roztacza na balkonie czy w ogrodzie.

Miliardy spacerów
Z psem, bez psa, w koło bloku, w koło osiedla, w koło dzielni, do parku, do lasu, do miasta, przez miasto, wokół miasta, do śląskiego Central Parku. Z postojami przy Żabkach w funkcji wodopojów. I przy fontannach, bo chłodno i miło. Zdjęcia, kocyki i leżenie do góry brzuchem. A jakie dobre gofry robią w Parku Śląskim! Definitywnie będę gruba po tych wakacjach.

Odpocząć!
Od szkoły, uczelni, pracy. Ale też od nawyków, obowiązków i rutyny. Zrobić coś nowego, coś, co robimy rzadko. Zrobić grilla. Pojechać w góry. Cokolwiek. W wakacje cieszy mnie nawet siedzenie na dupie.

Ciepłe wieczory 
Więc i urokliwe knajpki w plenerze i nastrojowe kolacje i zapachowe świeczki i lampki w papierowych kulach i cykady i świerszcze ojejujejujeju.

Dzieje się!
W miastach jest mnóstwo inicjatyw kulturalnych. Koncerty plenerowe. Festiwale. Otwierają niekryte pływalnie. Na Mariackiej jest Hawaii Party. Tak. Kiedyś w końcu wybiorę się na basen, skoro już tak to zachwalam.


Wspaniałego lata!

przeczytaj także

0 komentarze