lato w szklanej kuli


Ze szklanymi kulami mam jeden, prozaiczny problem - chociaż bardzo mi się podobają, nie mam w domu ani jednej. Niemniej jednak jeśli mogłabym coś zamknąć w szklanej kuli i postawić ją sobie na biurku, obok typowej zimy ze śniegiem i chatkami postawiłabym typowe lato. Ze wszystkimi swoimi zapachami, smakami i wspaniałościami.

W tym roku pogoda wystawiła nas na solidną próbę. Na tyle solidną, że każdy niezmącony chłodem i deszczem dzień wyzwala zdwojone emocje początku lata: każdy zapach pachnie intensywniej, wszystkie plany wydają się ciekawsze i bardziej chcę je zrealizować. Do jakiego lata tęsknię?

Pierwsze oznaki lata zawsze są niezmienne: pewnego dnia pojawia się słońce niespodziewanie grzejące mocniej niż dotychczas, zrzucające z nas wszystkie zimowe warstwy, w których o siódmej rano i przy minus jeden na termometrze zmuszeni byliśmy wypełznąć. Zaczyna się zbiorowa euforia ściągania sweterków i upychania ich do toreb, kupowania chłodnych napojów, przedłużania trasy z pracy do domu. A później już idzie siłą rozpędu - słońce to element codzienności, podobnie jak i fuzja smaków, zapachów i wrażeń. Być może to zbyt długa zima, być może to efekt nadchodzących wakacji, które jako pierwsze nie będą wakacjami w prawdziwym tego słowa rozumieniu, ale zdecydowanie czuję lato.

Prawdziwe lato pachnie jak słońce nagrzewające miasto. Jak powietrze, gdy wstanie się przed upałem i jak beztroska wylegiwania się w cieniu. Jak papier w dobrych książkach i świeże pranie. Jak spacery przez las, park w popołudniowym słońcu i gofry. Jak chłodne piwo pite w cieniu parasoli w centrum i jak kiełbaski smażone w weekendy w ulubionym miejscu w mieście. Lato pachnie jak truskawki, melony i ananasy. Jak owocowe mgiełki do ciała i balsam do opalania. Jak morze, sól i zachód słońca nad Adriatykiem. No i jak szczęście.

Do szklanej kuli oprócz tych zapachów zapakowałabym nagrzane kamienie z Czarnogóry albo Chorwacji. Trochę morza i tej beztroski, z którą idzie się przez te wszystkie piękne nadmorskie miejscowości i z którą dryfuje się na dmuchanym materacu. Spakowałabym wszystkie upały, kojące fontanny w mieście i wieczory na balkonie przy winie. Gwiazdy, słuchanie cykad i spacery po wybrzeżu pełnym turystów. Książki, filmy i wywoływanie zdjęć. Każdy pochmurny dzień z kawą i zakupami. Psa wygrzewającego się na balkonie, małe i wielkie plany, wyjazdy. Błogie lenistwo, poświęcanie czasu tylko na przyjemności, mnóstwo wolnego i ogrom możliwości.

Oszukiwałabym samą siebie mówiąc, że to lato będzie takie, jak inne. Będzie go dla mnie mniej, ale bardzo chcę wierzyć, że dzięki temu upakuję więcej niż zwykle wspaniałości w wolne chwile. I chociaż nie będę się włóczyć po parku tyle, ile bym chciała, i chociaż nie wyśpię się tak, jak można tylko w wakacje, to będzie niesamowite lato. I w pewien sposób przełomowe. Niech nam wszystkim służy.

przeczytaj także

0 komentarze