w mojej głowie kilometry nie istnieją


Gdybyś zaledwie trzy miesiące temu powiedziała mi, że będę żyć w związku na odległość, parsknęłabym śmiechem. Tak całkiem bezczelnie i w twarz. Ja? W związku na odległość? Albo kompletnie mnie nie znasz albo masz jakieś nieuchwytne dla mnie poczucie humoru. No i teraz musiałabym cię słono przepraszać.

Na szczęście trzy miesiące temu nikt nie miał o tym pojęcia. Na szczęście, bo nie wiem, czy preferujesz przeprosinowe ciasteczka, czy raczej kwiaty, a i słyszałam, że Poczta Polska podniosła ceny. Na szczęście, bo kiedy już przyszło to, co miało przyjść, było kompletnym zaskoczeniem. Zaskoczeniem z tych, przez które kompletnie przestajesz umieć w ogarnianie i które w taki miły sposób wywalają ci życie z szufladek na środek pokoju i każą układać na nowo, jak co bardziej stanowczy rodzic. Mimo że nie jestem fanatyczką zmian, potulnie posłuchałam i uprzątnęłam pokój. Teraz jest dużo logiczniej, prościej i ładniej. Teraz naprawdę lubię swój pokój.

Z wielu względów jest to bardzo duży pokój: ma długość 1500 kilometrów, jedną ścianę w Katowicach, drugą w Podgoricy. Pozostałe dwie to ja i On. I chociaż pocieszającym jest fakt, że duży pokój równa się dużej powierzchni do przechowywania wszystkich fantastycznych wspomnień i emocji, duży pokój to też duża przestrzeń do błądzenia. To nie to, że mam wątpliwości, nie, nie. To to, że między planowaniem mniejszych i większych rzeczy, między rozmowami, radością i spotkaniami, zdarzają się okropnie ciężkie dni. Dni, kiedy masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać na drugi koniec Europy w imię czegoś silniejszego niż jakieś tam przyziemne obowiązki. Kiedy wiesz, że pięć dni spędzonych razem znaczy dużo więcej niż miesiąc rozłąki, ale statystyka i tak mocno ci daje w kość. Kiedy kotłuje się w tobie gigantyczny dół, który zaczyna cię przytłaczać.

Co robię w takie dni? Przede wszystkim dużo rozmawiamy. No, to robimy zawsze, ale w takich chwilach bardziej o tym, co przed nami. Ładujemy baterie planami i wzajemnymi myślami. Oprócz tego piszę, piszę, piszę. Przygotowuję się do wyjazdu (czasami, jak nie zrobisz tego miesiąc wcześniej, to później nie ma kompletnie czasu, czuję się usprawiedliwiona i wcale nie fanatyczna). Szukam kolejnych rozwiązań na zmniejszenie dystansu, przynajmniej chwilowe, i planuję kolejne wyprawy. Tak bardziej podpierając się realnymi ofertami niż projekcjami we własnej głowie, polecam. W chwilach zwiększonego kryzysu szukam projektów studenckich i pracy w Podgoricy. (Z tego względu mam wielką nadzieję, że moi wykładowcy tego nie czytają albo że chociaż nie traktują mnie poważnie. Pozdrawiam serdecznie, ja tak tylko na chwilę w przerwie od nauki przecież.)

Ale mimo wszystko nie jest tak strasznie, jak zawsze myślałam. Będąc w innym związku tu, na miejscu, okropnie biadoliłam, kiedy nie udało się spotkać przez kilka dni. Przeżywałam oddzielne wyjazdy i miałam łzy w oczach na wieść, że ktoś ma swoją drugą połówkę dalej niż w zasięgu komunikacji miejskiej (a nie daj Boże krajowej!). No że przecież jak to, kto cię przytula, całuje, dba o ciebie, jak się przeziębisz. Tymczasem prawda jest taka, że same słowa z drugiego końca Europy potrafią zdziałać więcej niż stała obecność kogoś, kto nie do końca wie, co tu z ze mną robi.

Odpowiedzią na to, jak można żyć w związku na odległość, jest tak naprawdę jeden fakt: wiesz, że warto czekać. Bo przecież ta rozłąka do czegoś zmierza, prawda? Nie będzie trwała wiecznie. Zatem będąc w związku na odległość trzeba mieć pewność, że to jest TO. Bo kiedy to jest TO, ty kompletnie nie zastanawiasz się, po co ci to, czy wytrwacie, co on tam wyprawia; on nie myśli nad tym, czy może ci tak ślepo ufać bez naocznych dowodów, że jesteś grzeczna. Te myśli po prostu przestają dla was istnieć, bo to jest oczywiste, że nigdy nic złego sobie nie zrobicie. Bo jesteście dla siebie.

W każdej rozsądnie myślącej głowie musiało się w trakcie lektury urodzić jedno kluczowe pytanie: skąd to wszystko wiem? Jako samozwańczy mędrzec ze stosunkowo krótkim stażem mam raczej kiepskie referencje. Jeśli powiesz mi, że jestem na etapie chodzenia z głową w chmurach, ekscytowania się każdym jego słowem i myślenia, że jestem gotowa rzucić dla tego związku wszystko, nie będę cię winić, to normalne skojarzenie. Ale w sposób, którego nie potrafię wyjaśnić ci żadnymi słowami, wiem, że to coś zupełnie innego. Dla mnie wystarczającym wytłumaczeniem jest to, że nie czuję potrzeby się teraz z tego tłumaczyć; że nie potrzebuję niczyjej wiary i poklasku, żeby dalej w to iść pewnym krokiem. 

Chciałabym tylko powiedzieć, że jeśli czujesz, że warto, robisz dla siebie i dla was najlepszą rzecz. Nie odpuszczajmy, kilometry istnieją tylko fizycznie. W naszych głowach jesteśmy tuż obok siebie.

przeczytaj także

0 komentarze