kiedy jesteś tłumaczem ustnym (i fotografujesz brokatowe renifery)


Kiedy jesteś tłumaczem ustnym, musisz pamiętać o kilku kluczowych kwestiach. Kiedy jesteś początkującym tłumaczem ustnym, oprócz tego, że musisz o nich pamiętać, musisz się ich nauczyć, najczęściej na bieżąco, w trakcie tłumaczenia, w imię życia na krawędzi. Kiedy jesteś początkującym tłumaczem ustnym z moim szczęściem, w ciągu trzech dni zyskujesz materiał do napisania powieści. W ten zawiły sposób zmierzam do nieuniknionej konkluzji, że dziś sypię jak z rękawa moimi wątpliwymi mądrościami płynącymi z życia życiem filologa.

Kiedy jesteś tłumaczem ustnym i idziesz na jeden ze swoich poważniejszych występów na zupełnym luzie, wiedz, że albo jesteś zajebista, albo z natury maksymalnie wyluzowana, albo boleśnie nieświadoma (albo nienormalna, ale to jest zarezerwowane tylko dla mnie). Nieświadoma tego, ile jeszcze rzeczy pójdzie zupełnie inaczej niż powinno - a Twoje kompetencje nie mają tutaj nic do rzeczy. Mogą jedynie troszeczkę pomóc - i to tylko w wybranych przypadkach. Ale ja wcale nie mówię o tym po to, żeby Cię wystraszyć. Mówię o tym, bo w takich właśnie warunkach z konsternacją odkryłam, że mogę wiele. Mimo to doświadczenie mam absolutnie znikome, w związku z czym dziś będzie wesoło i anegdotycznie, i wcale nie metodycznie.

Kiedy jesteś tłumaczem ustnym grupy z Bałkanów, możesz spodziewać się wszystkiego. Wszystkiego, co najlepsze, bo to złoci ludzie są. Tylko że większość z nich się trochę spóźnia. Tak minimalnie. Zatem kiedy pierwszego dnia współpracy już zajmujesz polpozyszyn przy drzwiach pociągu, żeby z niego wysiąść (i wędrować po wątpliwej reputacji dzielnicy, niedawno bardzo rozwinęłam swoją umiejętność korzystania z mapy!) i słyszysz, że dzwoni Ci telefon, a zaraz później widzisz, że dzwoni nikt inny, tylko jeden z dyrektorów przedsięwzięcia, wiedz, że nie chodzi o to, że już chciałby Cię poznać. Choć to pewnie też. Niezależnie od tego jednak bądź pewna, że chodzi o zmiany w harmonogramie. Na przykład, że jest obsuwa półtora godziny. Więc idziesz do drugiego brzegu peronu i wsiadasz w pociąg powrotny, szopingujesz dla zabicia czasu i grzecznie wracasz. I tym razem to oni czekają na Ciebie, bo jednak dali radę trochę wcześniej. Hehe.

Kiedy jesteś czekającym tłumaczem ustnym, dla oszukania czasu robisz mnóstwo świetnych rzeczy. Na przykład suszysz się w łazience, bo nie pomyślałaś o tym, że kaptur chroni tylko głowę (no, to też jest kwestia dyskusyjna) i poprawiasz dziesięć razy fryzurę, bo nie dość, że byłaś za wcześnie, to jeszcze zyskałaś na spóźnieniu gości. Więc no czeszesz się po raz kolejny. Jak już dłużej nie da się ukrywać w łazience, choć to bardzo ładna łazienka, wychodzisz na salony. I fotografujesz brokatowe renifery w holu.

Kiedy jesteś robiącym głupie rzeczy tłumaczem ustnym, absolutnie nie możesz pozwolić sobie na głupią reakcję na głupie wieści. Na przykład nie możesz powiedzieć komuś, kto wmawia Ci, że spotkanie jest pół godziny później, że Ci to wmawia. On ma po prostu rozbieżny punkt widzenia, który da się błyskawicznie skorygować własnym trudem i staraniem. Albo przypadkowym włączeniem się dyrektora do rozmowy.

Kiedy jesteś tłumaczem ustnym, który wreszcie doczekał się spotkania (no dobra, obiadu) i pozwolisz sobie na niesubordynację, jaką jest myślenie, że spotkanie powitalne będzie spotkaniem powitalnym, czeka Cię rozczarowanie. Otóż na spotkaniu powitalnym rozmawia się na przykład o tym, że w szkołach jeszcze są stare instalacje elektryczne i stare oprawki na żarówki, ale pasują do nich żarówki ledowe. Pamiętaj, że Twoim problemem nie jest to, że się robi offtopic. Twoim problemem jest to, że musisz go tłumaczyć.

Kiedy jesteś tłumaczem ustnym i ktoś wymaga od Ciebie tłumaczenia symultanicznego, którego nikt Cię nie nauczył, a jedzenie to trochę za mało, żeby przywrócić niezbędną do działania energię (mówię serio, tłumacze symultaniczni uczą się zawodu latami i ciągiem pracują około 20 minut, jakby co), zrób manewr, który nadawcy i odbiorcy nie zrobi różnicy, a ochroni Twoją zdolność skupienia. Natomiast kiedy ktoś wymaga, żebyś tłumaczyła coś, co sam zagłusza, następnym razem posadź go po swej lewicy. A mówcę w drugim języku po prawicy. Byłabym świetnym akustykiem.

Kiedy jesteś tłumaczem ustnym, robią Ci fajne zdjęcia. Kiedy masz trochę szczęścia, nawet nie masz wiecznie dziwnej miny.

Kiedy jesteś tłumaczem ustnym i nagle odkrywasz, że polską wypowiedź zaczynasz tłumaczyć bez zawahania, ale serbską musisz przemielić w głowie w poszukiwaniu odpowiednich słów po polsku, prawdopodobnie przedawkowałaś język obcy. Ale to nic nie szkodzi, robisz kosmicznie wielkie postępy. Ponownie: mówię całkiem serio.

Kiedy jesteś tłumaczem ustnym, zdobywasz nieprawdopodobne doświadczenie. Masz milion smaczków do opisania na blogu, ale przede wszystkim miłe wspomnienia. Zawodowe komplementy i sympatyczni ludzie to najlepsze, co Cię w takiej pracy może spotkać. Mnie spotkało. I było bardzo miło.

No i zostało mi na pamiątkę wątpliwej jakości zdjęcie reniferów.

przeczytaj także

0 komentarze