to nie jest wpis o krzyczących w telefony babach z autobusów


Dziś będzie anegdotka. O ach tej dzisiejszej młodzieży, bo ja już przecież weszłam w taki wiek, że mogę poutyskiwać na bajtli. Lada moment zaczną pytać, jak to było w moich czasach.

Wracając jednak do anegdotki. Akcja toczy się w autobusie linii Jadę Całe Wieki (Ale Są Gorsze Ode Mnie), na trasie między pewnym śląskim miastem a innym, trochę większym śląskim miastem. Siedzę mniej więcej w połowie autobusu, oczywiście zadbałam o kamuflaż: włosy zaczesałam w pozbawiony fantazji koczek, upewniłam się, że nie mam na twarzy ani śladu makijażu. Bo to bardzo prosta taktyka: nie zwracasz na siebie uwagi, możesz zwracać uwagę na innych. A że nie chciało mi się akurat czytać, skrzętnie korzystałam z tego, że mogę obserwować. No i słuchać.

Kilka przystanków po moim wsiadł chłopak, na oko 13-, maksymalnie 14-letni. Taki normalny - sportowy strój, plecak, chłopiec jak każdy inny. Gadał przez telefon i najwyraźniej wyrywał jakąś laskę. I to naprawdę wyrywał, gadane miał lepsze niż niejeden mój przeszło dwudziestoletni znajomy. I była to gadka, a nie pseudobajera o mapie i zagubieniu w jej oczach. Ani nawet nie o jej dupie nie z tej ziemi, wiecie o co chodzi, mogę tak długo.

W każdym razie gada tak fajnie, że aż serce rośnie. Wiecie, te wszystkie rzeczy, o które my, zgredy, tak się martwimy: że era smartwszystkiego wypacza oryginalność, osobowość, dobre wychowanie i w ogóle to smutek i droga donikąd - to wszystko znika, myślę: dramatyzujemy, da się dziś dobrze wychować dziecko. I to takie sympatyczne, że myślę - napiszę o tym. Już wyszukuję kolejne przykłady, komponuję, łączę w głowie niekoniecznie logiczne wątki, burza pod kopułą, prawie świeci mi nad pozbawionym fantazji koczkiem kreskówkowa żarówka. Aż nagle liść w twarz tak nagły, że mi się burzy odechciało: młody zaczyna nowy wątek. "Zapytaj go (nie pamiętam, czy to był Seba, Andżej czy inny Stefan, to chyba nieważne, aż tak uważnie nie śledziłam jego monologu), czy ma dla mnie piwo". Trochę mi zburzył koncepcję wpisu i spokój ducha, nie powiem, ale wcześniej tak zaskarbił sobie moją sympatię, że myślę, a co tam, jedzie do znajomych, różne rzeczy za bajtla się robi. Ale później nasz uroczy młodzieniec, białogłowin absztyfikant, podbija stawkę: "i szluga też chcę". Później było jeszcze o dupczeniu, bolących (od tego dupczenia właśnie) organach nazwanych w sposób dość fantazyjny, ciążach i zostaniu ojcem. Dla uspokojenia dodam, że z kontekstu wynikało, iż to już - na szczęście! - nie były jego wątki autopsyjne. Tak czy inaczej przestałam chcieć wiedzieć cokolwiek więcej i zaczęłam podziwiać malownicze familoki po mej lewicy. Teraz się tylko zastanawiam, czy nasz bohater ma jakiś przełącznik osobowości, bo dokonana przemiana była stuprocentowa.

Jako, że miała być to anegdotka, uchylę się od wysnuwania wniosków i osądów. Jednak podzielę się z Wami ważną lekcją, jaką przyniosła mi ta podróż: w pewnej dzielnicy pewnego śląskiego miasta, której przyznałabym autonomię ze względu na spokój ducha miast ościennych, chłopcy w przedziale wiekowym 11-19 noszą identyczne fryzury. Tylko nie każdy ma ją zrobioną równie umiejętnie.

A co Ty robisz w swoim autobusie?

przeczytaj także

0 komentarze