przedwiośnie: after party


Nad naszą szerokością geograficzną coś zawisło. Coś, co ma silne ręce przytrzymujące nas pod kołdrami i siłę woli potrafiącą wyłączać budziki. Na co dzień zajmuje się nadgryzaniem dobrych chęci.

Z początku myślałam, że to tylko ja i moje lenistwo, które z okazji niezdecydowanej wiosny postanowiło się pogłębić. Później natomiast porozmawiałam z moimi towarzyszkami niedoli koleżankami z grupy i okazało się, że albo mamy zbiorowe halucynacje, ale w powietrzu wisi coś czyhającego na nasze chęci, które oczywiście są ogromne jak niestrudzenie towarzyszący nam Sosnowiec. 

Masz wstać rano? A weź, po co. Najlepiej w ogóle nie usłysz budzika, bo jak usłyszysz, a olejesz, to już będą wyrzuty sumienia. A tak to błoga nieświadomość.
Masz skupić się na zajęciach? Daj spokój.
To może chociaż udasz zainteresowaną? O, jakie fajne powieki! Ciekawe co się stanie, jak je opuścisz i postawię na nich kilogramowe odważniki, żebyś nie mogła ich podnieść. Od środka na pewno są sto razy ładniejsze i nie upaćkane mazidłami. Po co komu takie grube kreski na powiekach, mogłaś spać półtora minuty dłużej?! Musisz odespać teraz. Wykładowca patrzy? Coś ty, tylko ci zazdrości.
Wreszcie do domu, może wreszcie ruszysz dupę i zrobisz coś na uczelnię? No zaaaaaraz, tylko chwilę odpocznę. Albo w sumie to się na chwilkę położę.
O, rano. Oczy bolą. Pokruszony tusz?
Nie mam siły. Budzika nie nastawiłam. Ja pierdolę, znowu zaspałam.

Ale ja już schwytałam winowajcę. To ta kapryśna cwaniara, co to z rana mówi termometrowi "pokaż im, kto tu rządzi" i ustawia klimę na trzy - TRZY! - stopnie, a kilka godzin później zmusza do rozwarstwiania zimowych kokonów. Wszystko wyszło na jaw razem z wyjściem słońca, kiedy to magicznie wszystkiego mi się z powrotem zachciało. Nie ufam jej jednak - a więc czas na szybki poradnik. Tym razem będę przekonywać samą siebie, bo w kwietniu zdecydowanie nie umiem w ogarnianie.

Wypracuj skuteczny system budzenia się
Ja mam dwie metody związane z nastawianiem budzika i obydwie niezmiennie mnie zawodzą. Absolutnie nie ma znaczenia, że ustawisz budzik daleko od łóżka - przecież zawsze można z niego wyjść, wyłączyć budzik, poużalać się nad sobą, jaka jestem biedna, bo budzik krzyczał, uznać, że muszę dojść do siebie, wpełznąć pod kołdrę i ustawić budzik w telefonie. A później to już tylko ignorować drzemki.

Przygotuj wszystko wieczorem
To nic, że pogoda zmieni się jeszcze ze cztery razy, a Ty padasz na twarz i istnieje jakaś mglista szansa, że spakujesz toster zamiast notatek. Albo notatki zamiast tostera, kwestia priorytetów.

Gimnastykuj się
Nic to, że budzisz się 40 minut przed wyjściem, z soczystym a niech to! na ustach. Musi być czas na gimnastykę. Śniadanie można chapnąć na przerwie, makijaż nie jest Ci potrzebny przy zdobywaniu wiedzy, a kawa nigdzie nie smakuje tak, jak na uczelni, z automatu. Najważniejsze, żebyś od rana była endorfinką!

Wstań chwilę wcześniej
Chociaż w sumie czterdziestominutowa gonitwa robi mi lepiej niż normalny czas rozruchu, nie było tematu. To się nazywa życie na krawędzi.

Wyjdź chwilę wcześniej
I to jest akurat dobra rada, chyba że jeszcze nie próbowałyście biegu na szpilkach albo z obciążeniem. Wtedy koniecznie wyjdźcie nawet ZA PÓŹNO, tych emocji nie da się z niczym porównać. No i ostatecznie to te emocje budzą najskuteczniej przy takiej pogodzie. A opowieści z komunikacji miejskiej nigdy się nie nudzą!

Zamiast puenty podrzucam pieśń do podśpiewywania i potupywania:

A jakie są Wasze sposoby na wiosenny rozruch?

przeczytaj także

0 komentarze