święta już dawno przestały być domeną religii

Chociaż święta takie jak Wielkanoc czy Boże Narodzenie wynikają z chrześcijaństwa, coraz rzadziej się z nim bezpośrednio łączą. I chociaż tytuł mógł dać złudną nadzieję na jakąś hipsterską tyradę na temat konsumpcjonizmu, dziś będzie o zależności tradycji i religii.

Całkiem niedawno, podczas konwersacji z serbskiego, mój lektor, Serb, a więc człowiek wychowany bliżej kultury prawosławnej aniżeli katolickiej, zapytał nas, które ze świąt jest w Polsce ważniejsze - Wielkanoc czy Boże Narodzenie. Bez wahania odpowiedziałam, że to zależy od punktu widzenia - dla ludzi ważniejsze będzie Boże Narodzenie; z punktu widzenia Kościoła - Wielkanoc. Grupa mi przytaknęła, a jakieś 90% osób opowiedziało się, tak jak ja, za Bożym Narodzeniem. I tak oto zaczęłam się zastanawiać nad rolą świąt w moim życiu - życiu zwykłego szaraczka nie potrafiącego duchowo przeżywać wersji kościołowej takich dni. Dziwne by było, jakbym umiała, jak nawet butów kościołowych nie mam.

Pozwólcie, że wyjaśnię pozycję, z której oto bezczelnie oceniam: jestem osobą wierzącą, ale nieszczególnie religijną. I chociaż teraz każda jedna katechetka podniosłaby larmo, że nie ma czegoś takiego, jak "wierzący niepraktykujący" (sprawdziłam, działa jak płachta na byka), tak to realnie wygląda: wierzę, że istnieje jakaś wyższa siła. Czy nazwana losem czy przeznaczeniem czy karmą czy Bogiem (tudzież bogiem), albo nawet i wszystkim po trochu, moim zdaniem jest. Zostałam wychowana w kulturze, w której dominuje katolicyzm, domownicy zawsze chodzili do kościoła, toteż nie mam problemu, żeby ów moc była nazywana akurat Bogiem; żeby od czasu do czasu się pomodlić i jeszcze rzadziej zajrzeć do kościoła. Ale nie czuję potrzeby bycia tam co niedzielę, opowiadania facetowi w sutannie, co zrobiłam źle, ani tym bardziej wmawiania komuś, że MUSI się nawrócić. I pewnie moja postawa znajdzie przeciwników po obu stronach barykady, a ja znajdę się między przysłowiowym młotem a kowadłem, ale mimo wszystko uważam, że to dość dobry punkt obserwacyjny.

Święta, oczywiście, wypływają z religii - niezależnie od tego, z jakiej odmiany i jakimi zwyczajami okraszone, zawsze mają zaczątek w religii. Tak realnie, bo w praktyce i religia z czegoś musiała to przejąć - ale to już zupełnie inna historia. Dziś wiara nie stanowi już tak ważnej podpory życia codziennego, jednak święta nadal obchodzą wszyscy - i choć można by dywagować, czy to przyzwyczajenie, czy nacisk tych bardziej religijnych członków rodziny, czy magiczne działanie konsumpcjonizmu, dla mnie odpowiedź jest prosta: obchodzenie świąt stało się tak powszechne, że stało się elementem tradycji. Podobnie jak śluby, chrzciny i inne tego typu imprezy.

Całkiem serio uważam, że nowoczesne pary nie powinny się odżegnywać od takich zwyczajów tylko dlatego, że religia nie stanowi dla nich wartości priorytetowej. Bóg Bogiem, a wiara wiarą, ale ile osób myśli o religijnym aspekcie tego, co się dzieje, kiedy właśnie masz powiedzieć "tak" temu jedynemu albo przygotować po raz pierwszy samodzielnie wigilię? Kiedy widzę choinkę i stajenkę, moją pierwszą myślą nie są narodziny Chrystusa, tylko magia świąt. Kiedy słyszę, że znajomi planują ślub, nie myślę o tym, że będą przysięgać przed Bogiem, tylko że będą przysięgać sobie nawzajem. I o tej jednej chwili na całe życie, z białą sukienką i sypaniem kwiatów. I absolutnie nie wyobrażam sobie, żeby pozbawiać się tradycji, która daje szczęście i pewne poczucie bezpieczeństwa tylko dlatego, że nie po drodze mi z religią czy nawet wiarą. Bo tradycja jest świecka i przede wszystkim jest dla każdego. Bo tradycje można rozbudowywać, czerpać z innych kultur i nie dostać po nosie za pogaństwo albo innowierstwo. Bo do tego przywykłam i nie wyobrażam sobie nie ubrać w grudniu choinki, nie zapakować ładnie prezentów i nie zjeść kolacji wigilijnej. Zupełnie tak jak nie wyobrażam sobie imprezy bez muzyki, lata bez słońca czy jaki tam jeszcze megapoetycki przykład przyjdzie mi do głowy.

Dlatego z okazji nadchodzącej Wielkanocy życzę wszystkim spokoju ducha, zdrowia, radości i miłości - bo to chyba najważniejsze, niezależnie od tego, jak tę Wielkanoc obchodzicie. I leżenia brzuchem do góry całą niedzielę, bo na to zawsze powinien być czas!

przeczytaj także

0 komentarze